„The New York Times” o polskich kryminałach – w tym o kryminałach M&M Kuźmińskich

Na łamach „International New York Times” Ginanne Brownell zapowiada: po skandynawskich kryminałach nadchodzi czas na polskie. Obok Marka Krajewskiego i Zygmunta Miłoszewskiego cytuje M&M Kuźmińskich:

Mr. Kuzminski added that, “For decades, Poland was perceived as terra incognita, whereas now, we are on the other side of this cultural boundary, part of the European Union, but we are still very different in terms of history and culture.” He added, “The phenomenon of Scandinavian crime was based on what is behind this highly developed civil society and welfare state, which is the common ground of their crime stories. Whereas here in Poland, we are dealing with our past, with our traumas, our developments.”

Cały tekst na stronie nytimes.com >>

„Z nutą lisiego sprytu autorów…”

Notatka na marginesie

Kraków roku 1945 zaistniały w „Klątwie Konstantyna” może być brany za zwierciadło tamtych czasów, z taką dokładnością wydaje się odwzorowany. Wiarygodność opisów zaskakuje, a wrażenie to umacnia notka od autorów, w której Kuźmińscy przyznają się do rozmów z osobami pamiętającymi tamten Kraków…

[O „Testament Konstantyna w powieści] rozchodzi się zawile, z nutą lisiego sprytu autorów, z workiem historycznych ciekawostek i zaskakującym biegiem wydarzeń, nie wspominając nawet mistrzowskiego zakończenia! Powieść Kuźmińskich z pewnością zasługuje na szczyt potencjalnego regału, przytulne miejsce w domowej biblioteczce, bo nieustanne trzymanie nas w napięciu, acz trzymanie rozsądne, bez męczących, niekończących się szaleństw, to tylko jedna z wielu zalet krakowskiej książki – pisze Paula Herba. – „Klątwa Konstantyna” zamyka nas w świecie, w którym nie chcielibyśmy żyć, ale który chcemy poznać i zapamiętać. Właśnie to czyni powieść tak ważną. Bo nie jest to tylko pełen zawiłości kryminał, a więc kryminał dobry, ta historia wciąż trwa, teraz już z naszym udziałem i wypada, abyśmy znali jej minione rozdziały, hołdowali pamięci o ich bohaterach. 

Przeczytaj recenzję na www.na-czasie.pl >>

 

Blogerzy o „Klątwie Konstantyna”

Powieść kryminalna Kuźmińskich, choć skupia się na tajemnicy sprzed wieków i próbuje rozwikłać sekret, który można by określić mianem „spod znaku Dana Browna”, tak naprawdę jest o wiele ciekawsza, gdy odsłania specyfikę odradzającego się po II wojnie światowej miasta. Mroczny to, trzeba przyznać, portret. Kraków jest miejscem pełnym nienawiści – pisze na swoim blogu pt. „A to książka właśnie!” Bernadetta Darska, krytyczka literacka, doktor literaturoznawstwa pracująca w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWM (bernadettadarska.blog.onet.pl) – Kuźmińscy zderzają ze sobą dwie grupy, których perypetie ostatecznie się zazębiają. Jedna z Miszą Romanowem na czele to szpiedzy wynajęci, a właściwie zmuszeni do udziału w akcji i do nieco romantycznych poszukiwań. Druga to para – on tak naprawdę przybywa do Polski, aby się mścić, ona, nieświadoma jego roli, jedzie z nim, by pogodzić się z krajem, który dawniej był jej. Rebeka – tak ma na imię kobieta – czuje się winna z tego powodu, że przeżyła. Nigdzie nie umie znaleźć swojego miejsca. Z żalem odkrywa, że Kraków, który tak obsesyjnie wspominała, także nie ma nic wspólnego z przestrzenią celebrowaną w pamięci.

Powieść Kuźmińskich pokazuje, że antysemityzm nie zniknął, choć Zagłada właśnie się dokonała
| Bernadetta Darska

Cały wpis znajduje się tutaj >>

– Indiana Jones i Stawka większa niż życie, w lekko bondowskich stylu, zmiksowane razem w fabule książki? Na dodatek osadzone na jak najbardziej rodzimych gruntach i nie napisane przez Amerykanina, a również polskiej produkcji? Dziwne, ciekawe, nie do pomyślenia, całkiem nierealne jeśli liczymy na jakąś sensowną jakość. A jednak się da to zrobić, i to zrobić nawet dobrze – czytamy z kolei na blogu Zakładnika Książek (www.zakladnik-ksiazek.pl). – Autorzy się nieźle napocili. I już pomijam fakt, że trzeba było mocno pracować wyobraźnią, żeby osadzić taką przygodowo-kryminalną fabułę na tak niepodatnym gruncie. Cała historia mimo, że fikcyjna jest niezwykle barwna, realna i zgrabnie wpasowana w odpowiedni czas i miejsce. Czytelnik dostaje tak szczegółowy i prawdziwy obraz powojennego Krakowa, że zdziwiłbym się gdyby co drugi nie uwierzył całkowicie w przedstawioną historię.

Państwo Kuźmińscy odwalili ogromny tutaj kawał roboty, żeby od strony merytorycznej wszystko działało jak w zegarku. Dan Brown może się schować
| zakladnik-ksiazek.pl

Cały wpis znajduje się tutaj >>

W listopadowej „Odrze”: Powieść wybucha gejzerem…

W listopadowym numerze miesięcznika „Odra” Jolanta Świetlikowska pisze o polskich kryminałach retro w artykule „Zbrodnie, które odzyskują czas”.

„Kuźmińscy oczywiście starają się uzyskać materiał jak najbliższy prawdzie historycznej (…). Idą jednak jeszcze dalej. Ich najnowsza powieść, Klątwa Konstantyna, rozpoczyna się od zdania: Powietrze miało zapach ścierki wygotowanej we wrzątku, by

w miarę rozwoju akcji wybuchać prawdziwym gejzerem zapachów, od tych pięknych po najohydniejsze

(chyba tylko Pachnidło Süskinda przewyższa efekt, jaki osiągnęli, co piszę z prawdziwym uznaniem). Takie bezpośrednie odwołanie się do zmysłów czytelnika, nieobce i innym pisarzom, umożliwia jeszcze bliższe porozumienie lekturowe i powoduje jego indywidualizację.

W listopadowej „Odrze” blok pt. „Kryminał dziś” – a w nim Miłoszewski, Wroński, Świetlikowska, Czartoryski i inni.

Mariusz Czubaj o „Klątwie…” w „Tygodniku Powszechnym”!

"Tygodnik Powszechny" nr 45/2011, str. 33

"Tygodnik Powszechny" nr 45/2011, str. 33

„Lektura ‚Klątwy Konstantyna’ to nie tylko zajmująca podróż przez kryminalną fabułę, ale także przez historię kultury popularnej” – pisze autor m.in. „21:37” i „Kołysanki dla mordercy”, oraz profesor, antropolog kulturowy i znawca kultury popularnej. – „Czegóż więc tu nie mamy? Autorzy odwołują się zarówno do schematów XIX-wiecznej powieści przygodowej oraz literatury tajemnic spod szyldu Eugeniusza Sue (wraz z wyobrażeniami miasta jako tajemniczego labiryntu). Główny bohater, Rosjanin (w literaturze polskiej to zresztą ważny motyw od czasów Stefana Żeromskiego i Stanisława Brzozowskiego) jest jeszcze jednym w galerii tricksterów – trochę łotrów, najczęściej nieudaczników, którzy swoimi działaniami sieją spustoszenie i przenicowują świat na opak. Romanow bardziej przypomina Jacka Sparrowa (Kuźmińscy czynią zresztą czytelne aluzje do bohatera „Piratów z Karaibów”) niż posępnego, trawionego dylematami moralnymi szpiega z powieści Johna le Carré. (…) Ta gra z konwencjami kultury popularnej pokazuje, dlaczego chętnie sięgamy po kryminały dziejące się w przeszłości…”

Zapraszamy do lektury całego artykułu Mariusza Czubaja o „Klątwie” i retro-kryminałach na stronie www.tygodnik.onet.pl >>