„Z nutą lisiego sprytu autorów…”

Notatka na marginesie

Kraków roku 1945 zaistniały w „Klątwie Konstantyna” może być brany za zwierciadło tamtych czasów, z taką dokładnością wydaje się odwzorowany. Wiarygodność opisów zaskakuje, a wrażenie to umacnia notka od autorów, w której Kuźmińscy przyznają się do rozmów z osobami pamiętającymi tamten Kraków…

[O „Testament Konstantyna w powieści] rozchodzi się zawile, z nutą lisiego sprytu autorów, z workiem historycznych ciekawostek i zaskakującym biegiem wydarzeń, nie wspominając nawet mistrzowskiego zakończenia! Powieść Kuźmińskich z pewnością zasługuje na szczyt potencjalnego regału, przytulne miejsce w domowej biblioteczce, bo nieustanne trzymanie nas w napięciu, acz trzymanie rozsądne, bez męczących, niekończących się szaleństw, to tylko jedna z wielu zalet krakowskiej książki – pisze Paula Herba. – „Klątwa Konstantyna” zamyka nas w świecie, w którym nie chcielibyśmy żyć, ale który chcemy poznać i zapamiętać. Właśnie to czyni powieść tak ważną. Bo nie jest to tylko pełen zawiłości kryminał, a więc kryminał dobry, ta historia wciąż trwa, teraz już z naszym udziałem i wypada, abyśmy znali jej minione rozdziały, hołdowali pamięci o ich bohaterach. 

Przeczytaj recenzję na www.na-czasie.pl >>

 

Blogerzy o „Klątwie Konstantyna”

Powieść kryminalna Kuźmińskich, choć skupia się na tajemnicy sprzed wieków i próbuje rozwikłać sekret, który można by określić mianem „spod znaku Dana Browna”, tak naprawdę jest o wiele ciekawsza, gdy odsłania specyfikę odradzającego się po II wojnie światowej miasta. Mroczny to, trzeba przyznać, portret. Kraków jest miejscem pełnym nienawiści – pisze na swoim blogu pt. „A to książka właśnie!” Bernadetta Darska, krytyczka literacka, doktor literaturoznawstwa pracująca w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWM (bernadettadarska.blog.onet.pl) – Kuźmińscy zderzają ze sobą dwie grupy, których perypetie ostatecznie się zazębiają. Jedna z Miszą Romanowem na czele to szpiedzy wynajęci, a właściwie zmuszeni do udziału w akcji i do nieco romantycznych poszukiwań. Druga to para – on tak naprawdę przybywa do Polski, aby się mścić, ona, nieświadoma jego roli, jedzie z nim, by pogodzić się z krajem, który dawniej był jej. Rebeka – tak ma na imię kobieta – czuje się winna z tego powodu, że przeżyła. Nigdzie nie umie znaleźć swojego miejsca. Z żalem odkrywa, że Kraków, który tak obsesyjnie wspominała, także nie ma nic wspólnego z przestrzenią celebrowaną w pamięci.

Powieść Kuźmińskich pokazuje, że antysemityzm nie zniknął, choć Zagłada właśnie się dokonała
| Bernadetta Darska

Cały wpis znajduje się tutaj >>

– Indiana Jones i Stawka większa niż życie, w lekko bondowskich stylu, zmiksowane razem w fabule książki? Na dodatek osadzone na jak najbardziej rodzimych gruntach i nie napisane przez Amerykanina, a również polskiej produkcji? Dziwne, ciekawe, nie do pomyślenia, całkiem nierealne jeśli liczymy na jakąś sensowną jakość. A jednak się da to zrobić, i to zrobić nawet dobrze – czytamy z kolei na blogu Zakładnika Książek (www.zakladnik-ksiazek.pl). – Autorzy się nieźle napocili. I już pomijam fakt, że trzeba było mocno pracować wyobraźnią, żeby osadzić taką przygodowo-kryminalną fabułę na tak niepodatnym gruncie. Cała historia mimo, że fikcyjna jest niezwykle barwna, realna i zgrabnie wpasowana w odpowiedni czas i miejsce. Czytelnik dostaje tak szczegółowy i prawdziwy obraz powojennego Krakowa, że zdziwiłbym się gdyby co drugi nie uwierzył całkowicie w przedstawioną historię.

Państwo Kuźmińscy odwalili ogromny tutaj kawał roboty, żeby od strony merytorycznej wszystko działało jak w zegarku. Dan Brown może się schować
| zakladnik-ksiazek.pl

Cały wpis znajduje się tutaj >>

W listopadowej „Odrze”: Powieść wybucha gejzerem…

W listopadowym numerze miesięcznika „Odra” Jolanta Świetlikowska pisze o polskich kryminałach retro w artykule „Zbrodnie, które odzyskują czas”.

„Kuźmińscy oczywiście starają się uzyskać materiał jak najbliższy prawdzie historycznej (…). Idą jednak jeszcze dalej. Ich najnowsza powieść, Klątwa Konstantyna, rozpoczyna się od zdania: Powietrze miało zapach ścierki wygotowanej we wrzątku, by

w miarę rozwoju akcji wybuchać prawdziwym gejzerem zapachów, od tych pięknych po najohydniejsze

(chyba tylko Pachnidło Süskinda przewyższa efekt, jaki osiągnęli, co piszę z prawdziwym uznaniem). Takie bezpośrednie odwołanie się do zmysłów czytelnika, nieobce i innym pisarzom, umożliwia jeszcze bliższe porozumienie lekturowe i powoduje jego indywidualizację.

W listopadowej „Odrze” blok pt. „Kryminał dziś” – a w nim Miłoszewski, Wroński, Świetlikowska, Czartoryski i inni.

Mariusz Czubaj o „Klątwie…” w „Tygodniku Powszechnym”!

"Tygodnik Powszechny" nr 45/2011, str. 33

"Tygodnik Powszechny" nr 45/2011, str. 33

„Lektura ‚Klątwy Konstantyna’ to nie tylko zajmująca podróż przez kryminalną fabułę, ale także przez historię kultury popularnej” – pisze autor m.in. „21:37” i „Kołysanki dla mordercy”, oraz profesor, antropolog kulturowy i znawca kultury popularnej. – „Czegóż więc tu nie mamy? Autorzy odwołują się zarówno do schematów XIX-wiecznej powieści przygodowej oraz literatury tajemnic spod szyldu Eugeniusza Sue (wraz z wyobrażeniami miasta jako tajemniczego labiryntu). Główny bohater, Rosjanin (w literaturze polskiej to zresztą ważny motyw od czasów Stefana Żeromskiego i Stanisława Brzozowskiego) jest jeszcze jednym w galerii tricksterów – trochę łotrów, najczęściej nieudaczników, którzy swoimi działaniami sieją spustoszenie i przenicowują świat na opak. Romanow bardziej przypomina Jacka Sparrowa (Kuźmińscy czynią zresztą czytelne aluzje do bohatera „Piratów z Karaibów”) niż posępnego, trawionego dylematami moralnymi szpiega z powieści Johna le Carré. (…) Ta gra z konwencjami kultury popularnej pokazuje, dlaczego chętnie sięgamy po kryminały dziejące się w przeszłości…”

Zapraszamy do lektury całego artykułu Mariusza Czubaja o „Klątwie” i retro-kryminałach na stronie www.tygodnik.onet.pl >>